Na co do kina? Na polski film!

bogowie-lukasz-palkowski-next-film-2014-001-900x581fot. Materiały prasowe

Pewnie każdy was widział ten film, w którym Jacek Braciak odpowiada czym się różni polski film wojenny od amerykańskiego (a jeśli nie, to możecie nadrobić klikając w ten link) . W polskim dwóch smutnych gości narzeka na los w brudnym okopie. W Amerykańskim ci sami goście siedzą w tym samym okopie, tylko że za nimi jedzie kolumna czołgów, latają samoloty i wybuchają bomby. Który wolelibyście zobaczyć?

I tak właśnie przez długie lata było kojarzone polskie kino – smutne, nudne, mało efektowne – jednym słowem marna rozrywka. A przecież film ma być przede wszystkim przyjemną formą spędzania wolnego czasu! Słabe produkcje to mało widzów. Mało widzów to mało sprzedanych biletów. Mało sprzedanych biletów to mało pieniędzy na kręcenie dobrych filmów. I tak koło się zamyka.

Jednak ubiegły rok 2014 przyniósł zdecydowany przełom. Nagle sale zaczęły się zapełniać widzami , a polscy reżyserzy zdobywać nagrody. Wystarczy wspomnieć takie hity jak „Bogowie”, który zobaczyło ponad dwa miliony widzów, czy „Miasto ‘44” z wynikiem 1,7 miliona. Nie tylko wyniki sprzedażowe robią wrażenie – ciągle słyszymy o kolejnych wyróżnieniach dla „Idy” (która swoją drogą zachęciła do odwiedzenia kina półtora miliona polaków) łącznie z dwoma nominacjami do Oskara. Nagle zaczęło się opłacać robić filmy! No właśnie: czy na filmach w Polsce można zarobić?

wykres1źródło: Forbes

Policzmy: film „Bogowie” kosztował 6 milionów złotych. Z każdego biletu do producenta wraca ok. 6 zł. Jeśli wiemy, że film widziało ponad dwa miliony widzów, to łatwo oszacujemy, że film zarobił drugie tyle, ile na niego wydano!
Możemy sobie wyobrazić spółkę założoną w celu produkowania filmów, w której to inwestorzy wykupują udziały. Jeśli mamy utalentowanych reżyserów, dobry scenariusz, nasza inwestycja może szybko się zwrócić.

tabelaźródło: Forbes

Przykładowy scenariusz: młody i zdolny artysta natrafia na genialny skrypt, który chciałby zrealizować. Wie już kogo obsadzić w głównych rolach, ma też kilku chętnych na włączenie się do ekipy filmowej. Niestety, żeby ruszyć ze zdjęciami potrzebuje środków. W związku z tym tworzy spółkę akcyjną, która wyprodukuje jego film. Następnie rejestruje projekt na portalu crowdfundingowym i rozpoczyna zbieranie środków.

Czym zachęcić inwestorów? Możemy zaprezentować nie tylko scenariusz, ale pochwalić się nazwiskami znanych aktorów, których obstawimy w głównych rolach. Warto też pamiętać, by zadbać o zaplecze nie tylko artystyczne, ale i biznesowe. Potencjalni udziałowcy będą chcieli mieć pewność, że ich pieniądze są dobrze zarządzane.
Co zyskujemy poza funduszami? Otóż nasz film oceniają ludzie, którzy inwestują swoje pieniądze i chcą, bo film odniósł sukces. Dzięki temu na etapie tworzenia dostajemy cały czas informacje, czy nasz projekt zmierza w dobrym czy złym kierunku.

Czy za prywatne pieniądze można robić ambitne kino? Ależ oczywiście, że tak! Jak pokazał przykład KAC WAWA 3D Polacy nie zapłacą filmowcom, którzy chcą ich traktować jak idiotów. Pieniądze jak widać zarabia się na filmach, które są dobre!

Jeśli kochacie kinematografię, chcecie pomóc utalentowanym twórcom, a przy okazji zarobić to może crowdfunding jest pomysłem dla Was?

Wielka szansa dla rolników i smakoszy

Wyobraźcie sobie taką sytuację: jedziecie sobie na wakacje, do jakiegoś uroczego zakątka Polski. Jako że wspieracie lokalny biznes zamiast hotelu wybieracie małe gospodarstwo agroturystyczne. Tam gospodyni częstuje Was własnoręcznie robionymi powidłami śliwkowymi, które są tak dobre, że chcecie zabrać słoiczek ze sobą do domu. I tu pojawia się problem. Otóż do tej pory polskie prawo zabraniało rolnikom sprzedaży nawet małych ilości przetworzonych produktów. W efekcie większość drobnych producentów unikała sprzedaży swoich przetworów w obawie przed karą, lub robiła to na czarno. Na szczęście obecnie ma się to zmienić – ministerstwo Rolnictwa pracuje nad przepisami pozwalającymi sprzedawać małe ilości własnoręcznie wyprodukowanych przetworów. Co to oznacza? Wiele gospodarstw będzie mogło rozwinąć nową gałąź swojej działalności , mamy nadzieję, że przy udziale crowdfundingu.

A oto jak mógłby wyglądać taki przykładowy projekt:

przykladowyprojektwegierka

Polska ma gigantyczny potencjał

Jeśli podróżujecie po Polsce to na pewno co krok napotkacie jakieś ciekawe, ale kompletnie nieznane potrawy. Czy ktoś z Was widział w sklepie (nazwa jest na serio, proszę się nie śmiać) syrop zwany fiutem? Bez obaw, tak naprawdę to tylko sok z buraków gotowany tak długo, aż stanie się gęsty i kleisty. „Ten syrop jest bardzo zdrowy – ma dużo żelaza, magnezu, potasu” zachwala Pani Marzena z Przyrowów, która jest obecnie jedyną producentką „fiuta”. Jednak do tej pory mogła go wytwarzać tylko na własny użytek. Wraz z wejściem nowych przepisów produkcja syropu może stać się solidnym wsparciem dla jej budżetu.

Podobnie wygląda sytuacja gospodyń ze Strzelec Dolnych. Panie założyły koło, które produkuje powidła z regionalnej odmiany śliwek. Oczywiście jak w przypadku Pani Marzeny nie mogą ich legalnie sprzedawać poza specjalnymi okazjami jak np. Święto Śliwki. Jednak chętnych na powidła jest coraz więcej, więc przedsiębiorcze gospodynie zwiększają produkcję.

Nowe ustawodawstwo to dobra wiadomość dla wszystkich. Klienci będą mogli kupować fajne lokalne produkty, a rolnicy dodatkowo dorobią. Kończymy z dominacją wielkich koncernów, które dzięki skomplikowanym wymogom broniły wejścia na rynek małym producentom. Jednak żeby ich działalność faktycznie mogła przynosić dochody potrzebują pieniędzy na inwestycje. Nawet najbardziej obrotnej gospodyni nie wystarczy domowa kuchnia by sprostać zapotrzebowaniu konsumentów. Na szczęście mogą skorzystać z siły społeczności.

Dlaczego crowdfunding jest dobrym rozwiązaniem w takiej sytuacji? Wyobraźmy sobie, że kilku lokalnych producentów skrzykuje się i chce założyć mały zakład produkujący powidła. W tym celu powołują spółkę akcyjną, której udziały oferują w akcji crowdfundingowej. Jakie atuty ma to rozwiązanie? Po pierwsze mamy tu zaangażowaną społeczność, która chętnie wesprze projekt. Lokalni producenci śliwek są przywiązani do swoich tradycyjnych receptur i na pewno zaangażują się w ich popularyzację. Bretońskim sadownikom zależy na promocji cydru, a hodowcy świń z Parmy na tym, żeby turyści zajadali się prosciutto. Dodatkowo nowy zakład przetwórstwa to dla nich kolejny partner biznesowy. Sprzedając bezpośrednio do zakładu mogą wynegocjować wyższą cenę niż w skupie.

Kolejna zaleta to koneserzy regionalnych produktów, turyści czy restauratorzy, którzy chętnie poszukują drobnych przedsiębiorców. Inwestycja w biznes, który ma nie tylko przynosić zysk, ale i promować lokalną tradycję to korzyść dla wszystkich. Ludzie kochają takie historie – mali producenci, którzy własnymi siłami działają na rzecz swojej społeczności chwytają za serce. Konsumenci wybierają produkty kierując się nie tylko zasobnością portfela, ale także empatią.

Jak widać zmiany w prawie to nie tylko dobra wiadomość dla smakoszy i rolników, ale i inwestorów. Otwierają się przed nami kompletnie nowe możliwości. Dzięki crowdfundingowi nasz rynek spożywczy wkrótce może wyglądać zupełnie inaczej.

Informacje i cytaty pochodzą z artykułu: Handlowa szansa dla syropu zwanego fiutem* i innych produktów rolnych

Rewolucja społecznościowa w finasach – equity crowdfunding. Rozmowa z Arkadiuszem Regiecem, prezesem zarządu Beesfund S.A.

okladka-akcjonariusz-2014-5-467

Dlaczego crowdfunding może odmienić rynek inwestycyjny w Polsce i na świecie? Na to pytanie odpowiada magazynowi „Akcjonariusz” prezes Beesfund S.A. – Arkadiusz Regiec.

Według niego crowdfunding może przywrócić pierwotną relację pomiędzy inwestorami a przedsiębiorcą. Ten trend już widać na zachodzie, gdzie udziałowe finansowanie staje się istotną częścią rynku.

Jednak zdaniem Regieca dopiero jesteśmy na etapie niemowlęcym. „To taki moment w którym patrzymy na samolot, który przeleciał 300 metrów i możemy skomentować to na dwa sposoby. To zabawka albo – Boże to działa!” – konkluduje.

Cały wywiad możecie przeczytać w internetowym wydaniu „Akcjonariusza” pod tym adresem.

Panorama Racławicka S.A.

Panorama Racławicka to żelazny element każdej wycieczki do Wrocławia. Monumentalne dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka od 120 lat przyciąga tłumy widzów. Nie będziemy się rozwodzić nad jego wartością artystyczną, bo blog dotyczy crowdfundingu, dlatego opowiem Wam historię powstania Panoramy.

Ojcami obrazu było dwóch malarzy: Wojciech Kossak i Jan Styka. O ile ten pierwszy znany jest jako wybitny artysta, o tyle Styka miał opinie raczej solidnego rzemieślnika. Miał za to głowę do interesów. Wiedział, że monumentalna scena batalistyczna to prawdziwa żyła złota. Jednak by powstała potrzebował on równie monumentalnej sumy pieniędzy. Koszt samych materiałów to 15 tys. zł reńskich, nie mówiąc już o specjalnym budynku, który był trzy razy droższy. Do tego wynagrodzenie dla twórców, w tym Kossaka, który za współpracę zainkasował 20 tys. zł. Oczywiście Styka, tak jak znaczna większość artystów, nie mógł wyłożyć pieniędzy z własnej kieszeni. Tu z pomocą przyszedł mu crowdfunding.

Styka postanowił powołać spółkę akcyjną. Zyski z emisji akcji miały pokryć sfinansowanie przedsięwzięcia. Przygotował także solidny biznesplan, z którego wynikało, że jeśli dwieście tysięcy gości wykupi bilet o wartości jednej korony, to interes się zwróci, a akcjonariusze będą mogli zacząć inkasować zyski. Pomysł artysty się powiódł i wkrótce spółka powiększyła swoje grono akcjonariuszy o 72 kolejne osoby. Warto zwrócić uwagę, że nie był to klasyczny przykład mecenatu, a konkretna inwestycja. Dlatego akcje kupowali nie tylko bogaci arystokraci, ale także bankierzy szukający dobrego sposobu na ulokowanie kapitału.

I faktycznie zrobili genialny interes. Panoramę oglądali wszyscy, od chłopskich dzieci po cesarza Franciszka Józefa. W sumie ponad milion gości zostawiło tu swoje pieniądze w niecałe pół roku.

RotundaPanoramyRaclawickiej

Z tej historii wynikają dwa bardzo ciekawe wnioski. Po pierwsze duet Kossak i Styka pokazał, że jeśli ma się dobry pomysł na biznes, to znajdziemy na niego kapitał. A crowdfunding poprzez sprzedaż akcji (jak w tym przypadku) jest prostą i skuteczną metodą poszukiwania inwestorów.

Drugi wniosek to fakt, że na sztuce można zarobić. Jeśli zaoferujemy interesującą propozycje to spokojnie znajdziemy widzów, którzy zostawią swoje pieniądze w kasie biletowej. Artyści nie są skazani na dotacje z ministerstwa by móc swobodnie tworzyć. Jeśli będą potrafili zbudować społeczność z powodzeniem mogą realizować swoje projekty dzięki crowdfundingowi.

Denver korzysta z siły społeczności

Denver_Nightscape_1

Mieszkańcy Denver, stolicy stanu Kolorado, mieli niesamowitą okazję zobaczyć jak dzięki crowdfundingowi mogą wpływać na rozwój swojego miasta. To wszystko dzięki burmistrzowi, który wpadł na pomysł emisji miejskich obligacji skierowanych wyłącznie do mieszkańców. Standardowo tego typu papiery dłużne trafiają do gigantycznych instytucji finansowych i są uważane za dobrą metodę pozyskiwania kapitału. Tym razem jednak nie chodziło tylko o pieniądze, ale o zaangażowanie społeczeństwa we wsparcie lokalnych projektów.

Pomysł okazał się na tyle dużym sukcesem, że obligacje o wartości 12 milionów $ sprzedano w zaledwie godzinę. Każda jednostka była warta 500$. Warto dodać, że do zakupu upoważnieni byli tylko mieszkańcy stanu Kolorado. W ofercie znalazły się dwa rodzaje papierów dłużnych. Pierwsze były oprocentowane na 50% w skali 9 lat, czyli na jednym papierze można było zarobić 250$. Termin zapadalności drugich to z kolei 14 lat, jednak tutaj zysk wynosił aż 100%.

Zysk jednak nie był jedyną motywacją to zainwestowania swoich pieniędzy. Miasto obiecało przeznaczyć zebrane w ten sposób środki na projekty społeczne. Wśród nich znalazły się m.in. rewitalizacja parku, wsparcie placówek kulturalnych oraz miejsc wypoczynku.  Dzięki temu mieszkańcy Denver mogą naprawdę poczuć, że działają na rzecz miasta. Jak sami mówią, płacenie podatków nie daje poczucia uczestnictwa w tym procesie. Tutaj widać bezpośrednie połączenie pomiędzy działaniem i efektem jakie ono przynosi. Pozwala to integrować społeczność, oraz zachęcać do dalszej aktywnej działalności na rzecz lokalnego środowiska.

Jednak to nie pierwszy raz, kiedy władze Denver postanowiły skorzystać z siły społeczności. Już w roku 2007 przeprowadzono podobną akcję, jednak wtedy nie zastosowano  potęgi Internetu. Mieszkańcy musieli ręcznie zgłaszać chęć zakupu obligacji, jednak nie powstrzymało ich to. W ciągu tygodnia udało się w ten sposób zebrać 8 milionów $. W ten sposób miastu udało się wypracować podwójny zysk:  pozyskali kapitał, oraz wsparli wspólnotę.

Zaletą systemu zastosowanego w stolicy Kolorado jest łatwość z jaką można go wykorzystać w każdym innym mieście. Wyobraźmy sobie, że kupujemy obligacje Warszawy, dzięki którym odnawiamy praskie kamienice, albo odbudowujemy Pałac Saski. Nie dość, że możemy zarobić, to jeszcze działamy na rzecz ulepszenia życia w naszym otoczeniu.

źródło: nextcity.org

Waszawski Startup Weekend już wkrótce!


Już 14 listopada w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich odbędzie się kolejna edycja warszawskiego Startup Weekendu. Tym razem będzie ona poświęcona branży FichTech, czyli technologiom finansowym.

Czym jest Startup Weekend? To regularnie odbywająca się impreza, na której twórcy startupów, projektanci, programiści i wszyscy fascynujący się przedsiębiorczością i nowymi technologiami mogą pogadać o swoich ideach.

Każdy z nas ma mnóstwo pomysłów. Problem w tym, że od pierwszej myśli do jej realizacji jest daleka droga. Pojawia się masa pytań. Czy mój pomysł jest potrzebny? Czy poradzę sobie z jego realizacją? Czy to legalne? Czy znajdę odpowiednich partnerów do współpracy? Czy mój zespół da sobie radę? Startup Weekend powstał, aby odpowiedzieć na te pytania.

Sama idea jest bardzo prosta. Każdy, kto ma chce spróbować swoich sił w branży startupowej może przyjść i przedstawić swoją koncepcję słuchaczom. Następnie nad najlepszymi z nich zespół ekspertów z dziedzin programowani, analizy finansowej czy grafiki pracuje przez 54 godziny, tak aby nadać im pożądany kształt. Dzięki tej burzy mózgów nasz luźny pomysł staje się pełnowartościowym projektem, który możemy przedstawić przedsiębiorcom.

Jeśli krąży wam po głowie jakaś idea, ale boicie się, że nie dacie rady jej zrealizować, walcie śmiało na Startup Weekend. Być może jesteście o krok od prawdziwej rewolucji w branży?

Dziel i korzystaj!

NY-Taxis

Nie jesteśmy w stanie korzystać ze wszystkich posiadanych przedmiotów i zdolności cały czas. Może to być kanapa w salonie, samochód, zdolności majsterkowania czy nawet wolny czas. Z punktu widzenia ekonomii są to niewykorzystane zasoby, które mogłyby pracować przynosząc nam korzyści. Co jeśli wolną kanapę wynajęlibyśmy na tydzień turystom, z samochodu pozwolili korzystać sąsiadom, naprawili szefowi pralkę a w wolnym czasie wyprowadzilibyśmy psy starszej pani? Jeśli w zamian za nasze usługi otrzymamy coś w zamian to czemu nie?

Na tym właśnie polega pomysł ekonomii współdzielonej. Oczywiście nie jest to nowy pomysł, od zarania dziejów, kiedy czegoś nam brakowało szliśmy do sąsiadów po pomoc. Jednak dziś w dobie powszechnego dostępu do Internetu ekonomia współdzielona może wejść na zupełnie nowy poziom. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Ostatnio szerokim echem odbiło się wejście na polski rynek amerykańskiej firmy Uber. Ta powstała w 2009 roku firma stworzyła aplikacje, która rzuciła wyzwanie całej branży taksówkarskiej. Mechanizm działania jest prosty. Jeśli masz samochód i wolny czas apka pomaga ci znaleźć w okolicy osobę chętną na podwózkę. Wszystko jest następnie automatycznie rozliczane. Podróżujący może przemieszczać się taniej niż tradycyjnymi taksówkami, a kierowca ma szansę dorobić kilka dodatkowych dolarów w czasie, kiedy jego auto stałoby na parkingu.

Innym przykładem ekonomii współdzielonej jest serwis Airbnb. Oferujący wynajem mieszkań, pokoi lub nawet kawałka podłogi, na której można się przespać. Zamiast wynajmować hotel możesz wynająć kanapę na kilka dni. Pomysł ten zrodził się w głowach dwóch młodych bezrobotnych, ale niezwykle pomysłowych mieszkańców San Francisco. Kiedy okazało się, że nie stać ich na zapłacenie czynszu postanowili dorobić sobie wynajmując trzy dmuchane materace dla gości corocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Projektantów. Stworzyli w tym celu prostą stronę internetową, dzięki której w szybkim tempie znaleźli chętnych na przespanie się za cenę 70 $ za noc. Dziś Airbnb jest firmą wartą 10 mld $, która stanowi poważne zagrożenie dla branży hotelarskiej. Podobnie jak taksówkarze w przypadku Ubera, właściciele sieci hoteli prowadzą wszelkimi możliwymi sposobami kampanię, żeby utrzymać status quo.

Można się dzielić nie tylko mieszkaniami i samochodami, ale także swoimi zdolnościami. Służy do tego serwis TaskRabbit. Łączy on ludzi oferujących swoje zdolności, od sprzątania po strojenie fortepianów z potencjalnymi klientami. System nie tylko poleca najlepszych usługodawców, ale także ubezpiecza każdą transakcję oraz weryfikuje pod kątem niekaralności wszystkich użytkowników. Dzięki temu nie musimy się obawiać, kiedy zostawimy nasze mieszkanie pod czyjąś opieką.

Ale gospodarka współdzielona to także crowdfunding. Tak jak w poprzednich przypadkach platformy crowdfundingowe dają możliwość połączenia ludzi, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą im jej udzielić.

Gospodarka współdzielona daje niesamowite możliwości. Wykorzystuje nie tylko potencjał drzemiący w ludziach, ale także ich życzliwość i zaufanie do innych. Same firmy z branży sharing economy oferują nam tylko platformę, która pozwala nam w pełni korzystać z kapitału społecznego. Dzięki temu nie stajemy twarzą w twarz z wielką korporacją, ale ze zwykłymi ludzmi, z którymi możemy ubić uczciwy interes. To, co zaprezentowaliśmy tu, to tylko mały wycinek potencjału gospodarki współdzielonej. Może ktoś z Was ma pomysł gdzie można jeszcze skorzystać z tego fenomenu?

Coolest – czyli jak przekuć porażkę w sukces

źródło: kickstarter

źródło: kickstarter

„Próbujesz. Przegrywasz. Trudno. Próbuj jeszcze raz. Przegraj jeszcze raz. Przegraj lepiej”- Samuel Beckett

Co powstanie ze skrzyżowania lodówki, blendera i głośników? Brzmi jak początek czerstwego dowcipu, ale to przepis na zarobienie 10 milionów dolarów. To właśnie zrobił Ryan Grepper – twórca Coolest. Jego projekt jest obecnie posiadaczem tytułu rekordzisty w wysokości zebranych środków. Jednak Coolest nie był sukcesem od samego początku.

Obecna zbiórka jest drugą próbą ufundowania zwariowanej lodówki. Pół roku wcześniej Ryan wystartował z tym samym projektem na portalu, jednak udało mu się zebrać jedynie 100 000$ z planowanych 125 000$. W efekcie autor został z niczym, jednak nie poddał się. Zastanowił się nad popełnionymi błędami oraz lepiej przygotował się do akcji.

Poprawił design swojego projektu, zebrał większą społeczność przed akcją, nastawił się na sprzedaż w sezonie letnim. Dzięki temu właśnie udało mu się zebrać 10 mln $.

Przypadek Ryana Greppera pokazuje, że jeśli wierzymy w swój projekt to nie warto się poddawać. Każda porażka czegoś nas uczy i warto te nauki wprowadzać w życie. Z każdą próbą nasz projekt może być co raz lepszy, aż w końcu trafimy w gust społeczności. Najgorsze co możemy zrobić, to pozwolić, by nasza cała praca poszła na marne.

Dlatego nawet jeśli wasza kampania nie okazała się sukcesem, to nie wrzucajcie waszego projektu do szuflady, ale zadajcie sobie pytania: gdzie popełniliście błędy? Co mogliście poprawić? Czy wystarczająco mocno zaangażowaliście się w kampanię? Może następna próba okaże się sukcesem?Próbujcie dalej!

Jednak z historii Coolest płynie jeszcze jeden morał. Gdyby autor zbierał środki w modelu „bierzesz ile zbierzesz” jego projekt prawdopodobnie mógłby odnieść sukces za pierwszym razem. Przy odpowiednim ograniczeniu kosztów pierwszy lodówko-blendero—głośnik mógłby trafić do nas już w zeszłym roku.

I ty możesz kształtować przestrzeń miejską!

bank-8155_640

Poruszając się po mieście często narzekamy, że nie jest ono przyjazne mieszkańcom. A to ktoś ustawi idiotycznie słupek, brakuje koszy na śmieci, nie ma gdzie usiąść na spacerze. A co gdyby mieszkańcy sami decydowali o tym, jak wygląda przestrzeń miejska? Mogą to robić dzięki sile tłumu.

Co zrobić aby umieścić ławkę w przestrzeni miejskiej?

Wybierz miejsce gdzie chciałabyś umieścić ławkę lub kosz

Wszyscy chętnie spacerują, spotykają się ze znajomymi, spędzają czas na świeżym powietrzu i choć w miastach jest coraz więcej zieleni to nie zawsze udaje się w pełni to wykorzystać. Chyba każdemu choć raz zdarzyło się, że po dłuższej przechadzce, chcąc usiąść i odpocząć na ławce, ta stawała się dobrem zupełnie deficytowym. Miejskie kosze za to, są często przepełnione a jeszcze częściej nie ma ich wtedy kiedy potrzebujemy ich najbardziej. To dlatego mieszkańcy najlepiej wiedzą gdzie najbardziej brakuje ławki lub kosza i gdzie najlepiej aby zostały umieszczone.

Wybierz producenta ławki lub kosza oraz montażystów

Chcemy aby nasze miasta były nie tylko funkcjonalne ale i estetyczne. Ńajlepiej wybrać spośród szerokiej oferty producentów lawki wysokiej jakości, jednocześnie dobrze komponujące się z przestrzenią miejską. Kosze, które stanowią część małej architektury mogłyby uchronić mieszkańców przed gumą do żucia przyklejającą się do podeszwy i papierkami beztrosko fruwającymi w podmuchach wiatru. Miejski system wywozu śmieci jest na razie daleki od ideału i ćhoć mieszkańcy chętnie segregują śmieci to nie zawsze mają szansę spełnić swój nowy obywatelski obowiązek. Warto więc byłoby zatrzeć dysonans, który powstał kiedy segregujemy śmieci w domu a zupełnie zapominamy o tym będąc poza nim. Dlatego kosze z możliwością segregacji to dobry wybór aby współtworzyć ekologiczne i czyste miasto.

Złóż wniosek do Urzędu Miasta

Jeśli ławka lub kosz mają znaleźć się na chodniku potrzebna jak jest zgoda ZDM. Aby ją otrzymać należy złożyk wniosek, mapę z zaznaczonym obiektem w skali a następnie czekać do 30 dni na decyzję.

Ponformuj o akcji innych mieszkańców

Jeżeli według Ciebie brakuje ławki lub kosza to jasny sygnał, że problem ten może dotyczyć również innych mieszkańców Twojej okolicy. Poinformuj o pomyśle innych i tak aby wspólnie znaleźć rozwiązanie problemu- które w dodatku jest tak proste.

Rozpocznij akcje na platformie crowdfundingowej

Zarejestruj się na platformie crowdfundfingowej, opisz projekt, przedstaw lokalizację ławki bądź kosza i rozpocznij zbieranie funduszy.

Kiedy uda Ci się zrealizować projekt możesz się cieszyć, że aktywnie kształtujesz swoje otoczenie, jednocześnie robiąc coś dla społeczeństwa.

Dwunasty zawodnik

źródło: blog.crowdtilt.com

źródło: blog.crowdtilt.com

Sportowcy to dla wielu bohaterowie i wzorce naśladowania. Choć sport często dzieli kibiców i drużyny to jednak to, co łączy ich wszystkich to pasja, marzenia i pragnienie zwycięstwa. Wspólnie walczą o zwycięstwa i przeżywają porażki. Jednak o tym kto stanie na podium a kto będzie oglądał ich plecy nie decyduje wyłącznie wola walki. Sport wyczynowy łączy się z wielkimi nakładami finansowymi. To one często decydują o przyszłości sportowca i niestety determinują rozwój jego kariery. Kiedy siła marzeń nie wystarcza zawsze można liczyć na siłę tłumu.

W ostatnich latach wielu sportowców zgłosiło się do swoich kibiców z prośbą o wsparcie finansowe. Młody amerykański narciarz pochodzenia greckiego, który mimo wielu dotychczasowych sukcesów nie został objęty jeszcze przez drużynę amerykańską pełnym finansowaniem, zdecydował się poszukać finansowania w inny sposób.. W wielu 19 lat poprosił kibiców o wsparcie tak aby mógł kontynuować zagraniczne wyjazdy oraz treningi. Zebrał 24 tysiące dolarów od 80 osób, którzy w zamian otrzymali w zależności od wpłat czapki, kurtki a nawet narty.

Oczywiście był to dla niego duży sukces, jednak nie może mierzyć się z flagowym przykładem crowdfundingu w sporcie: sfinansowania wyjazdu jamajskich bobsleistów na tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w Sochi. Para bobsleistów zebrała 130 tysięcy dolarów co pozwoliło im na opłacenie treningów, kupno strojów i sprzętu i finalnie uczestnicwo w Olimpiadzie. Podczas dwóch pierwszych dni kampanii udało się zebrać 25 tysięcy dolarów.

Olimpiada w Sochi stała się spełnieniem marzeń dzięki crowdfundingowi również dla kilku innych sportowców, między innym brytyjskich narciarzy biegowych czyi kanadyjskiej biatlonistki Megan Imrie, która na międzynarodowej platformie zorientowanej właśnie na sport zebrała 10 tysięcy dolarów.

W Polsce już kilku sportowców skorzystało już z platform crowdfundingowych a ich kampanie zakończyły się sukcesem. Aktualnie kibicujemy projektowi orgazniacji zawodów w Rugby na wózkach ,,Riders Cup 2014”

Wygląda na to, rzeczywiście, że warto korzystać z siły finansowania społecznościowego, teraz to nie red bull, ale crowdfunding doda ci skrzydeł.

Anna Szlezinger